PODSUMOWANIE ROKU 2025!

Rok 2025 po raz kolejny potwierdził, że muzyka nie stoi w miejscu. Żegnaliśmy wielkie nazwiska, które przez dekady wyznaczały kierunki, równolegle obserwując, jak nowe pokolenie artystów coraz śmielej przejmuje przestrzeń. Były premiery, które elektryzowały od pierwszej nuty, ale były też takie, które odsłaniały się stopniowo i do których będziemy wracać po latach z wypiekami na twarzy. Pojawiły się reedycje, o których jeszcze niedawno mogliśmy tylko marzyć, a jednocześnie kilka mocno wyczekiwanych tytułów wciąż nie ujrzało światła dziennego (2026, liczmy na Ciebie!)
To również moment, w którym winyl potwierdził swoją siłę, dając nam impuls do dalszego rozwoju. Poniżej zapis wyborów, które mówią o muzyce, winylu i o nas.

Długo się wahałem, czy ten album wrzucić do ścisłej topki, czy raczej potraktować go jako wyróżnienie. Z jednej strony ogromny sentyment do NIN i samego Reznora, z drugiej lekki niedosyt tego jednego momentu „wow”, który w jego filmowych projektach zazwyczaj pojawiał się częściej. Mimo to jest to bardzo solidny, spójny i dobrze zbudowany krążek. Jako punkt startowy całego podsumowania sprawdza się doskonale.


9. DEPECHE MODE – MEMENTO MORI: MEXICO CITY
Może i dla większości ten krążek to nic takiego — stare hity plus kilka odrzutów z sesji Memento Mori. Jednak, tak jak wspominałem nie raz, jestem zakochany w muzyce Depeche Mode, dlatego nawet album koncertowy jest dla mnie wielkim wydarzeniem.
8. HO99O9 – TOMORROW WE ESCAPE
Zawsze brakowało mi w ich muzie, w ich albumach, takiej kropki nad i. Kiedy już myślałem, że wreszcie Ho99o9 nagrali album, który będzie industrialno-rapowo-punkowym bangerem od początku do końca, coś raptem zaczynało się psuć. Teraz panowie stworzyli album kompletny, bez wypełniaczy, na którym wszystko się zgadza, a zaproszeni goście to strzał w 10! Tak trzymać!


7. THE CALLOUS DAOBOYS – I DON’T WANT TO SEE YOU IN HEAVEN
Z jednej strony w ich muzie słychać czasy początków metalcore’owego grania z lat 2000., z MySpace’em w tle, a z drugiej — starają się kombinować, jak tylko się da. Pojawiają się echa alternatywnego rocka, popowe wokale, jazzowe wstawki okraszone muzycznym łamaniem i szaleństwem, którego nie powstydziliby się The Dillinger Escape Plan czy Mr. Bungle. Pomimo iż to ich trzeci album, mam wrażenie, że pełna paleta ich talentu — podobnie jak najlepsze płyty — są jeszcze przed nimi, bo ta ekipa cały czas się rozwija.
6. ETHEL CAIN – WILLOUGHBY TUCKER, I’LL ALWAYS LOVE YOU
Ethel Cain to jedna z moich ukochanych muzycznych wiedźm. Jej debiut w postaci Preacher’s Daughter wyrwał mi serce i rozkochał w swojej zawartości do szaleństwa. Tutaj jest troszkę inaczej. Krążek ten jest bardziej wymagający, bardziej złożony, ale kiedy już odkryje przed nami swoje piękno, nie ma od tego ucieczki…


5. DEFTONES – PRIVATE MUSIC
Pozycja tego krążka na tej liście jest umowna. W sumie mógłby być i na miejscu 2., 5. czy 10. Zawsze kiedy Deftones wypuszczają album, wiem, że otrzymam „produkt” jakościowy, który sprawi, że będę bardzo, ale to bardzo zadowolony. Tym albumem potwierdzili, że nadal są w formie, nadal potrafią poruszyć słuchaczy i są po prostu żywą legendą, która wciąż potrafi tworzyć bardzo dobre płyty.
4. GEESE – GETTING KILLED
Trafiłem na ten tytuł absolutnym przypadkiem. To, co przykuło moją uwagę w zawartości tego krążka, to ten rodzaj muzycznego ADHD, który uwielbiam. Jest w tym coś dla fanów takich klasyków jak Tom Waits czy The Rolling Stones, ale też coś dla fanów współczesnego, progresywnego grania oraz garażowego, brudnego jazgotu. Zresztą posłuchajcie sami, bo naprawdę warto — i tyle.


3. DEAFHEAVEN – LONELY PEOPLE WITH POWER
Nie spodziewałem się, że ci panowie jeszcze tak mnie oczarują. Genialny album, w którym piękno przenika się z cierpieniem i smutkiem. Czy jest to ich najlepszy album od czasów Sunbather? Nie wiem, gdyż raczej nic słabego nie nagrali, ale na pewno jest to porcja doskonałej, wypełnionej po brzegi emocjami muzy.
Nie czekałem, nie śledziłem newsów, a tu takie coś… Rosalía bawi się muzyką i miesza style po mistrzowsku. Kolejny raz udowodniła, że jest jedną z najciekawszych postaci na współczesnej scenie pop, a ten album jest po prostu doskonały.


Jeśli szukacie muzyki, która rozerwie waszą duszę na strzępy, sprawi, że w oczach pojawią się łzy, a w środku zostawi niepokój i zachwyt jednocześnie — dobrze trafiliście. Ten album to absolutne zaskoczenie i absolutne piękno. Intensywny, bezkompromisowy, emocjonalnie obnażający. Słucham i nasłuchać się nie mogę.
WYRÓŻNIENIA
Nie sposób pominąć kilku innych wydawnictw z tego roku, które podbiły nasze serce:
🔸 Perfume Genius – Glory
🔸 FKA Twigs – EUSEXUA
🔸 Anna Von Hausswolff – ICONOCLASTS
🔸 Black Country, New Road - Forever Howlong
🔸 Hayley Williams - Ego Death At A Bachelorette Party
🔸 Wednesday – Bleeds
🔸 Nick Cave & The Bad Seeds - Live God
🔸 Lady Gaga - Mayhem
🔸 Oklu – Choke Enough
🔸 Bad Bunny - DeBÍ TiRAR MáS FOToS
🔸 Nourished By Time - The Passionate Ones
🔸 Wij – Bluzg EP
🔸 Obscure Sphinx – Emovere EP



„GNX” to dojrzały, bezbłędnie wyprodukowany album, na którym Kendrick Lamar z lekkością łączy liryczne momenty, uliczny charakter i świeżą energię, udowadniając, że nadal króluje w rapowym świecie bez potrzeby ciągłego rewolucjonizowania gatunku.
#2. TAYLOR SWIFT – THE LIFE OF A SHOWGIRL
„The Life of a Showgirl” to album, który mocno podzielił opinie (nawet wśród fanów Taylor Swift), ale niezależnie od tych dyskusji okazał się sprzedażowym fenomenem, zajmując u nas drugie miejsce i potwierdzając, jak ogromną siłę ma dziś jej nazwisko i popowy rozmach.


#3. DAWID PODSIADŁO I KAŚKA SOCHACKA – TYLKO HAJ
„Tylko haj” to spotkanie dwóch wrażliwości, które naturalnie się uzupełniają — intymne, oszczędne emocjonalnie piosenki Dawida Podsiadły i Kaśki Sochackiej trafiają prosto w punkt, oferując słuchaczom dokładnie to, co oboje robią najlepiej
#4. TYLER, THE CREATOR – CHROMAKOPIA
„Chromakopia” to Tyler w swojej najbardziej kreatywnej i bezczelnie pewnej formie. Album, który balansuje między rapem, funkiem i popową fantazją, udowadniając, że granice gatunków istnieją tu tylko po to, żeby je z premedytacją przesuwać.


#5. ROSALÍA – LUX
„LUX” z mocnym polskim akcentem zamyka naszą listę pięciu najlepiej sprzedających się winyli tego roku. To odważna, nowoczesna płyta, na której Rosalia łączy futurystyczny pop z tradycją, potwierdzając, że jej artystyczna wizja trafia także do polskich słuchaczy i kolekcjonerów.

Winylowym kolorem roku jest dla nas Portofino Orange Glitter, wyróżniony ze względu na czysto wizualny aspekt tłoczenia. Intensywny pomarańczowy pigment połączony z zatopionymi drobinkami brokatu tworzy powierzchnię o zmiennej strukturze, widoczną inaczej w zależności od światła i kąta patrzenia. Glitter jest trwale wmieszany w masę PVC, dzięki czemu każdy egzemplarz ma inny układ wizualny, a efekt nie wynika z nadruku ani warstwy powierzchniowej.
Tego typu formy kolorystyczne są zazwyczaj domeną mniejszych, kolekcjonerskich nakładów, dlatego ciekawy jest fakt, że w tym roku sięgnęła po nie taka artystka jak Taylor Swift. Niezależnie od mieszanych reakcji na sam album, winylowe wydanie w tym wariancie kolorystycznym to cudo!


Winyl ma się u nas bardzo dobrze, ale w domu jest dopiero u Was.
W 2025 roku dokładnie 196 903 płyty ruszyły z Winylowni w świat i trafiły pod igły gramofonów w całej Polsce, a najczęściej do Warszawy, następnie do Wrocławia, Poznania, Bydgoszczy i Krakowa. To te miasta nadawały tempo naszym wysyłkom przez cały rok.
Wśród tysięcy paczek pojawił się też bezdyskusyjny DIGGER ROKU, czyli jedna osoba, która zamawiając z Winylowni, wzbogaciła swoją kolekcję o 132 płyty. Wynik, który mówi sam za siebie!
Dziękujemy za ten rok zaufania, rozmów i wspólnej miłości do czarnych krążków.
Na Nowy Rok życzymy Wam więcej czasu na słuchanie, mniej pośpiechu i muzyki, która zawsze znajdzie swoje miejsce — dokładnie tam, gdzie powinna: w domu.
