On special offer
  • DAVID BOWIE Toy BOX

DAVID BOWIE Toy BOX

139,73 €
58,41 €
/ szt. incl. VAT

-58% discount limited

You save 58% 81,32 €
The lowest price before discount
Product code: 9029677325
Series:Sale Zone
Condition: New
Artist: DAVID BOWIE
  • Vinyl | 6x10" I Boxset
Express checkout 1-Click(without registration)
To wish list
SAFE SHOPPING

Easy product returns

Buy a product and check it in your own time, at home.
You can return the product without providing a reason within 14 days.
Show details
14 days to withdraw from the contract
Your satisfaction is very important to us, therefore you can make a return without providing a reason within 14 days.
No stress and worry
We care about your comfort, that's why our shop offers returns on favorable terms.
Easy returns wizard
All returns processed by our shop are managed in a easy-to-use returns wizard which gives you the ability to send a return parcel.

This product is available in our stores

You can buy this product without placing an online order at one of our stores in your area. Check where the product is in stock.
Check availability

Jestem absolutnym fanboyem Bowiego. Podkreślałem to zresztą nieraz. Każdy jego album to dla mnie nowa jakość, nowa zabawa muzyką i nowa artystyczne droga. Nieważne, czy mówimy o kultowych latach 70., popowym brzmieniu lat 80., czy nawet eksperymentach, niekoniecznie zawsze udanych z lat 90. Bowie był i jest muzycznym Bogiem, wychował pokolenia i inspirował do grania masę znanych muzyków. Jego śmierć była dla mnie szokiem oraz jednym z tych momentów, kiedy wydawało mi się, że odszedł mój naprawdę bliski znajomy. Z czasem, na otarcie łez wytwórnia wypuściła niepublikowane koncerty Mistrza i reedycje jego albumów.

Naprawdę spoko, zwłaszcza że w przypadku pewnych krążków, reedycje były naprawdę wyczekiwane przez fanów. Jednak jak to u osoby marudnej, za jaką się uważam, w pewnym momencie nastąpił u mnie przesyt. Nie ogarniam już tych archiwalnych koncertów i boxów. No dobra, może magiczny występ z Glastonbury to było coś, co jednak przyprawiło mnie o szybsze bicie serca. Reszta jakoś mi umykała, a może unikałem ich specjalnie, nie ważne.

Kiedy jednak usłyszałem o wydaniu niepublikowanego albumu „Toy”, byłem jednocześnie podekscytowany, jak i niekoniecznie przekonany co do tego wydawnictwa. Serio, kiedy słyszę o niepublikowanych albumach, czy nagraniach artystów, którzy odeszli, robi mi się słabo. „Michael” Jacksona, a raczej od jego rodziny czy „Montage Of Heck: The Home Recordings” Cobaina są idealnym przykładem, że jeśli coś poszło do szuflady, czy nigdy nie zostało zakończone przez artystę, to takie też ma pozostać. Nie po to ktoś zostawiał pewne nagrania w spokoju, żeby rodzina czy management z dolarami w oczach odgrzebywali te wypociny.

„Toy” to jednak dzieło kompletne, a nie nagrywane na dyktafon urwane myśli. Wszystko sięgało roku 1999. W trakcie trasy promującej „Hours...” Bowie dorzucił do setlisty kilka numerów z lat 60. Numery te, jak i ich wykonywanie spodobały mu się do tego stopnia, że postanowił zarejestrować je w studiu. Granie coverów jednak miało odbywać na pełnym luzie. Bez spektakularnych aranży czy absolutnego osłuchania się i nauczenia na blachę tego materiału. David chciał chociaż na chwilę oderwać się od życia w trasie i zrobić coś dla przyjemności. Miała to również być niespodzianka dla fanów. Nie chciał promocji czy zapowiedzi tego albumu.

Jednak cały ten plan nie był w smak szefostwu Virgin Records. Uważali, że to nie ma sensu. Sukces „Hours...” nie powalał, plus w tym momencie sama wytwórnia była w finansowym dołku, więc spełnianie fanaberii nawet tak uznanego artysty nie było im po drodze. Po dyskusjach między Davidem i wydawcą album ten powędrował do archiwum, a sam Bowie rozpoczął pracę nad „Heathen”.

Czy warto było czekać na „Toy”? Trudne pytanie. Faktycznie mamy tutaj do czynienia z graniem bez spiny, na totalnym luzie. Jednak w pewnym sensie rozumiem decyzję wytwórni. Dziś, kiedy nie ma z nami Davida, ten album ma w sobie pewien sentyment i przede wszystkim fajnie znów go usłyszeć... Jednak gdyby został wydany w roku 2000 raczej nikogo by to nie obchodziło.

Dlatego jeśli jesteście fanatykami Bowiego, którzy dali sobie spokój z nowościami wydawanymi po jego śmierci, to tutaj warto nagiąć swoje zasady. Natomiast jeśli chcecie wejść w świat muzyki Davida to lepiej zacznijcie od „Diamond Dogs” czy „Aladdin Sane”, a na odkrywanie archiwum przyjdzie jeszcze czas.

Tracklista:

Toy

A1 I Dig Everything
A2 You've Got A Habit Of Leaving
A3 The London Boys

B1 Karma Man
B2 Conversation Piece
B3 Shadow Man

C1 Let Me Sleep Beside You
C2 Hole In The Ground
C3 Baby Loves That Way

D1 Can't Help Thinking About Me
D2 Silly Boy Blue
D3 Toy (Your Turn To Drive)

Alternatives & Extras

E1 Liza Jane
E2 You've Got A Habit Of Leaving
E3 Baby Loves That Way

F1 Can't Help Thinking About Me
F2 I Dig Everything
F3 The London Boys

G1 Silly Boy Blue (Tibet Version)
G2 Let Me Sleep Beside You
G3 In The Heat Of The Morning
G4 Conversation Piece

H1 Hole In The Ground
H2 Shadow Man
H3 Toy (Your Turn To Drive)

Unplugged & Somewhat Slightly Electric

I1 In The Heat Of The Morning
I2 I Dig Everything
I3 You've Got A Habit Of Leaving

J1 The London Boys
J2 Karma Man
J3 Conversation Piece

K1 Shadow Man
K2 Let Me Sleep Beside You
K3 Hole In The Ground
K4 Baby Loves That Way

L1 Can't Help Thinking About Me
L2 Silly Boy Blue
L3 Toy (Your Turn To Drive)

Tech specs
Product type:
VINYL RECORD
Condition:
New
Artist:
DAVID BOWIE
Title:
Toy
Label:
Warner Records
Format:
Vinyl
,
10"
,
Box Set | Deluxe Edition | Limited Edition | Vinyl | 12" | 45 RPM | Vinyl | 12" | 45 RPM | Vinyl | 12" | 45 RPM
Barcode:
0190296773259
Catalogue number:
0190296773259
Release date:
21.01.2022
Genre:
Alternative
Music style:
Alternative Rock
,
Alternative Pop
Write your opinion
Your opinion:
5/5
Add your own product photo:
#winylownia - obserwuj nasz instagram
IdoSell Trusted Reviews
4.93 / 5.00 20801 reviews
IdoSell Trusted Reviews
2024-07-08
Quick delivery, good packaging
2024-05-21
10/10. Package sent to the Czech Republic, great customer service
pixelpixelpixelpixel